Problemy demograficzne Ziem Zachodnich i Północnych PRL
Prace redakcyjne: Janina Aleksińska, Joanna Górska, Władysław Turczyński
Biblioteka Wiadomości Statystycznych, tom 6
Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 1969

Pionierzy

Tereny przyłączone do Polski po wojnie, a wcześniej należące do Niemiec, z jednej strony były przedmiotem ciągłych zabiegów ideologicznych, mających uzasadnić ich „piastowski” rodowód, a z drugiej – stanowiły niezwykle cenny obszar intensywnego rozwoju społecznego i gospodarczego. To tam, niemal od zera, pionierzy tworzyli zręby polskiej nowoczesności.

Kwestia granic zachodnich, a co za tym idzie także integralności terytorialnej i suwerenności Polski, była przez całe lata 60. jednym z głównych punktów politycznej agendy rządów Władysława Gomułki. Gomułka bał się niemieckich roszczeń do Ziem Zachodnich i Północnych, czyli obszarów przyłączonych do Polski po wojnie, a wcześniej należących do III Rzeszy lub Wolnego Miasta Gdańska. Odbywająca się 14 i 15 października 1968 r. Regionalna Konferencja Demograficzna miała szczególne znaczenie polityczne, do czego odnosili się wprost jej uczestnicy. Spotkanie zorganizowane we Wrocławiu wspólnymi siłami Głównego Urzędu Statystycznego oraz Prezydium Rady Naukowej Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich miało na celu przedstawienie informacji użytecznych w projektowaniu regionalnych planów perspektywicznych i dróg rozwoju. Rządzący oczekiwali precyzyjnej i sprawdzonej wiedzy o zagadnieniach demograficznych, społecznych i gospodarczych Ziem Zachodnich i Północnych.

Nie przypadkiem materiały z konferencji, zebrane w tomie Problemy demograficzne Ziem Zachodnich i Północnych PRL, zawierają liczne odniesienia polityczne i ideologiczne. Wprawdzie kłopotliwe kwestie wysiedleń ludności niemieckiej czy akcji „Wisła” nie zostały nazwane wprost – używano typowych dla tego czasu eufemizmów w rodzaju „akcji łączenia rodzin” albo neutralnych kategorii demograficznych – ale częste były wzmianki o pradawnej polskości tych terenów. Na przykład Edward Rosset podkreślał, że

ożywiona reprodukcja ludności, jaka miała miejsce na Ziemiach Zachodnich i Północnych w pierwszym dwudziestoleciu po powrocie tych Ziem do Macierzy, przyczyniła się w poważnym stopniu do zaludnienia opustoszałych pod wpływem wojny terenów, do integracji ludności, która tu po wojnie osiadła i do pełnego związania osadników z ich nowymi, zresztą odwiecznie polskimi siedzibami (s. 76).

Rosset mógł nie zdawać sobie sprawy z paradoksu „odwiecznej polskości” tych całkiem nowych siedzib, których powrót do „Macierzy” wiązał się z ich bliżej nieokreślonym „opustoszeniem”. W triumfalny ton uderzył już wcześniej w dygresji, w której porównywał przeciętne trwanie życia na Ziemiach Zachodnich i Północnych oraz w RFN i NRD: „Dla niejednego rewelacją będzie stwierdzenie, że w całym szeregu województw zachodnich i północnych przeciętne trwanie życia jest wyższe aniżeli w obu republikach niemieckich” (s. 71). Z pewnością stwierdzenie to nie było rewelacją dla „bońskich odwetowców, którzy pilnie obserwują wszystko, co tu robimy” – tu, czyli we Wrocławiu – przed którymi przestrzegał prezes GUS Wincenty Kawalec (s. 13). Z jednej strony takie wyrażenia należały do oficjalnego dyskursu lat 60. – zaledwie dwa lata wcześniej, w 1966 r. obchodzono na ogromną skalę tysiąclecie państwa polskiego, oczywiście w odwiecznych, piastowskich granicach (nie przypadkiem jednym z ważniejszych punktów tych obchodów było świętowanie 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem), a podtrzymywanie lęku przed Niemcami sprzyjało legitymizacji władzy Partii. Z drugiej strony pojawianie się tego rodzaju sformułowań w tekście naukowym pokazuje, że nie były one tylko propagandową mową-trawą, lecz udzielały się także badaczom.

Pouczający jest w tym kontekście artykuł Józefa Kokota, Andrzeja Brożka i Roberta Rauzińskiego o stosunkach narodowościowych i społecznych na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Autorzy uznali, że „rdzennych” Polaków pozostałych na tych terenach po wojnie było mniej, niż można się było spodziewać na podstawie szacunków – akcja weryfikacyjna wykazała tylko 933 tys. osób, z czego gros na Śląsku Opolskim (787 tys.), a najmniej na Dolnym Śląsku i ziemi lubuskiej. Według spisu z 1950 r. autochtonicznych Polaków było mniej niż 20% wszystkich ówczesnych mieszkańców tych terenów; prawie połowę stanowili przybysze z innych województw, resztę – repatrianci ze Związku Radzieckiego. Kokot, Brożek i Rauziński stwierdzili, że „statystycznie uchwytnej grupy ludnościowej niemieckiej na Ziemiach Zachodnich i Północnych już dzisiaj nie ma”, a na mniejszości narodowe na tym obszarze składało się ok. 100 tys. Ukraińców oraz ok. 20 tys. Greków i Żydów. „W porównaniu z sytuacją przedwojenną dokonało się więc na Ziemiach Zachodnich i Północnych nie tylko odwrócenie stanu posiadania polskości i niemczyzny, lecz nastąpiła niemal całkowita repolonizacja, przy pełnym wyeliminowaniu żywiołu niemieckiego i problemu mniejszościowego” (s. 36). „Pełne wyeliminowanie” – mocne słowa.

Zmianom narodowościowym towarzyszyły rewolucyjne przekształcenia społeczne i gospodarcze, w wyniku których powstała struktura społeczna zupełnie niezależna od przedwojennej. Rozbudowa przemysłu, szybka urbanizacja, migracje ze wsi do miast, szybki przyrost klasy robotniczej, powstawanie kolejnych szkół wyższych – to wszystko sprawiło, że tereny przed wojną w ogromnej mierze słabo zaludnione i rolnicze, które stanowiły rezerwuar siły roboczej dla innych regionów Rzeszy, po wojnie stały się atrakcyjnym celem migracji ludności polskiej z Ziem Dawnych.

Ziemie Zachodnie i Północne stały się znakomitym miejscem do osiedlenia się, założenia rodziny, podjęcia nauki i zatrudnienia. Wskutek intensywnego rozwoju przemysłu często brakowało rąk do pracy. Sprzyjało to wzrostowi aktywności zawodowej, szczególnie w przypadku kobiet, których dynamika zatrudnienia przewyższała tę dotyczącą mężczyzn. Ludzie przybywający do poniemieckich miast, miasteczek i osad, odbudowujący zrujnowane fabryki bądź stawiający nowe, tworzyli – im dalej na zachód, tym bardziej od podstaw – nowe społeczeństwo, przyswajali sobie miejski styl życia, uczyli się korzystania z przedmiotów porzuconych przez Niemców, których domy przejmowali. To nowe i bardzo młode społeczeństwo (w 1967 r. 59,2% osób było między 15. a 59. rokiem życia, a 32,1% osób miało nie więcej niż 14 lat) błyskawicznie się powiększało – w latach 1946–1967 o prawie 70%, czyli dwa razy więcej niż ludność całego kraju. Pod koniec lat 60. wchodziło w dorosłość ogromne pokolenie urodzone już nad Odrą.

Osadnicy na Ziemiach Zachodnich i Północnych stawali się w ten sposób pionierami polskiej nowoczesności. A przynajmniej mieli nimi zostać. Problemy demograficzne Ziem Zachodnich i Północnych PRL zdają sprawę z zakończenia pierwszego powojennego etapu – intensywnej industrializacji, odbudowy ze zniszczeń wojennych, nadzwyczajnej reprodukcji społecznej oraz integracji społecznej i gospodarczej z resztą kraju – a następnie przejścia na kolejny etap, który miał uczynić te tereny wysoko rozwiniętymi. Omawiane tereny miały stać się obszarem dominującym gospodarczo, do czego niezbędne było stałe myślenie o ludziach: podnoszenie kwalifikacji pracowników, nacisk na kształcenie kadr i podnoszenie jakości szkolnictwa. O pionierów należało zadbać.

Kazimierz Secomski pisał: „poszukujemy tu podstawy do właściwego wiązania elementu nauki, organizacji i techniki z elementem ludzkim, pod kątem znacznie wyższego efektu finalnego, decydującego o przewadze nowoczesnej gospodarki” (s. 20). Chodziło o to, żeby uniknąć zarówno spontanicznego rozwoju wielkich aglomeracji, które zostawią w tyle resztę kraju, jak i zbytniego ujednolicenia tempa na wszystkich obszarach. Zamiast tych dwóch skrajności autor proponował „teorię rozproszonej koncentracji”, opartą „na zasadzie pewnego rozproszenia w skali krajowej oraz na zasadzie umiarkowanej koncentracji uprzemysłowienia w wybranych, dysponujących najlepszymi warunkami rozwojowymi ośrodkach miejskich” (s. 29). Powstać miało wiele ognisk rozwoju o zróżnicowanej skali, z uwzględnieniem sytuacji demograficznej, zasobów naturalnych, warunków komunikacyjnych i cech specyficznych (np. uzdrowiskowych). Secomski dowodził wręcz istnienia „rosnących zadań w postaci deglomeracji” (s. 31).

Choć przemiany Ziem Zachodnich i Północnych miały przebiegać w kierunku dalszej industrializacji, to wizja za nimi stojąca była pod wieloma względami (rozproszenie, deglomeracja, czerpanie z lokalnych zasobów i uwarunkowań, inwestowanie w naukę i wzmacnianie kapitału społecznego) bliska współczesnej idei zrównoważonego rozwoju. „Dzikie pola” Dolnego Śląska czy Pomorza, dopiero co zagospodarowane przez pionierów, bez wątpienia inspirowały do tworzenia takich wizji.

Xawery Stańczyk

Publikację Problemy demograficzne Ziem Zachodnich i Północnych PRL (tom 6 serii monograficznej Biblioteka Wiadomości Statystycznych) można pobrać ze strony https://bws.stat.gov.pl/bws_6_problemy_demograficzne_ziem_zachodnich_i_polnocnych_PRL

Więcej felietonów o archiwalnych tomach Biblioteki Wiadomości Statystycznych znajduje się pod adresem https://nauka.stat.gov.pl/Archiwum